niedziela, 17 stycznia 2016

Przyjemnie bez penetracji małym

We wtorkowy wieczór w ramach gry wstępnej Żona wytrzaskała mnie po jajach. Aby było jeszcze przyjemniej ja odświeżyłem lakier na Jej paznokciach u stóp. Gra wstępna nie była konieczna, bo Żona nie miała orgazmu od Nowego Roku i już od kilku dni zanosiło się na wspaniały seks. Zderzyliśmy się jednak z niesprzyjającymi okolicznościami. We wtorek nic nas nie mogło powstrzymać, więc gdy czyści i rozpaleni wylądowaliśmy w łóżku orgazm Żony był pewien.

Mimo tej pewności, nie bardzo wiedziałem od czego zacząć. Zacząłem całować Żonę po biodrze. Kazała się jednak przykryć kołdrą. Narzuciłem kołdrę na plecy i wraz z kołdrą położyłem się na Żonie. Mały trafiał w łechtaczkę. Przez koszulę nocną, ale wiedziałem, że jestem w odpowiednim miejscu. Zaczęliśmy się namiętnie całować. Poruszałem delikatnie biodrami.

W przerwie między pocałunkami, postanowiłem zejść niżej. Marzyłem o porządnym seksie oralnym. Przecież tak dano nie miałem tej przyjemności. Teraz Żona już nie broniła łechtaczki, jak przed kąpielą. Nawet chętnie wyeksponowała ją unosząc biodra. Mój język zaczął swój taniec na łechtaczce. A palce Żony nadawały rytm.

Palce wskazujące obu rąk znalazły się na mojej twarzy z dwóch stron. Na styku policzków i czoła, poniżej skroni. Między okiem, a uchem. Tuż przy uchu jest delikatne zagłębienie. Żona w nie wsadziła place i doskonale kierowała rytmem i głębokością pieszczot, które Jej dawałem językiem.

Ale ja chciałem więcej. Chciałem Ją odwrócić na brzuch i polizać odbyt. Nie udało się. Żona tego nie chciała. Przy próbie zmiany pozycji, podciągnęła mnie wyżej. Mały znów trafił w łechtaczkę, ale nie trwało to długo. Żona już unikała pocałunków. Sądzę, że bardziej dla zasady, niż faktycznie czując jakiś nieprzyjemny zapach z moich ust.

Wróciłem do lizania skarbu Żony. Tym razem wsunąłem rękę między Jej uda i palcem namierzyłem wejście pochwy. Mój mały jest mały, ale palec mam cieńszy i krótszy, nawet środkowy. Dość łatwo wszedłem nim w Żonę. Przekręciłem dłoń wewnętrzną stroną ku górze i zagiąłem palec wiedząc, że gdzieś tam jest magiczny punkt G. Ustami męczyłem jeszcze łechtaczkę. Żona szalała.

Kazała mi wyjść i biec po gumkę. Wyszedłem, ale ociągałem się z gumką. Nie chciałem. Chyba miałem w podświadomości nierówny stosunek moich orgazmów do Jej w ostatnich miesiącach, a penetracja raczej oznaczałaby mój wytrysk.

Znów położyłem się na Niej, pytając, czy nie może dojść w ten sposób.
- Mogę, ale chcę ciebie poczuć w środku. Chcę żebyś mnie wypełnił! Szybko.
Odepchnęła mnie w kierunku szafki. No, trochę Ją poniosło z tym wypełnieniem. Wypełnić Ją swoimi dwunastoma centymetrami nie byłoby łatwo. Rozważyłem przez chwilę pieszczoty naszymi zabawkami. Kulki gejszy, albo wibrator. Albo oba gadżety w ciekawej konfiguracji. Ale uznałem, że podniecenie Żony już jest na poziomie niewymagającym takich zabiegów. A gdy sięgnąłem palcem do pochwy usłyszałem jakby potwierdzenie tego stanu w groźbie Żony, że zaraz Jej się odechce wszystkiego.

Teraz już śmiało bezceremonialnie wsadziłem palucha do wnętrza Żony. Zacząłem Ją ostro posuwać tym razem prostym placem. Niemal krzyczała. Widziałem, że jest już bardzo blisko, ale coś Jej jednak nie pasowało. Podciągnęła mnie ku górze, twierdząc, że woli w ten sposób. Pokierowała małym w odpowiednie miejsce i zaczęliśmy oboje wykonywać ruchy kopulacyjne. Trwało to chwilę. Byłem bardzo podniecony i bałem się, że wytrysnę, więc zatrzymałem się na krótko. Wtedy Żona zaczęła postękiwać nie z podniecenia, ale wyraźnie pod moim ciężarem.

Zsunąłem się z Niej, nieco zdezorientowany. Spytałem, czy miała orgazm. Roześmiała się chyba widząc moja zdziwioną minę i potwierdziła. Zapytałem o swój orgazm.
- O nie! Miałeś szansę. Wysyłałam cię po gumkę. Nie chciałeś, to teraz żałuj.
- Może w stópki? - chodziło mi o wytrysk w wyniku pocierania małym o stopy Żony.
- Na pewno nie! Przecież już się myłam! - roześmiała się serdecznie wykorzystując mój argument sprzed kilkudziesięciu minut.
- Proszę, wezmę ręcznik... - próbowałem jeszcze.
- Nie ma mowy. Co to za mina? Powinieneś być szczęśliwy, że ja doszłam.
Byłem bardzo szczęśliwy, więc zamieniłem umęczony wyraz twarzy na uśmiech.
- Jestem szczęśliwy. Dziękuję – pocałowałem Żonę w czoło – Kocham Cię!
Uwielbiam, gdy jest taka bezwzględna na moje skomlenia i stawia siebie i swoje potrzeby niemal poza moim zasęgiem. A jednak dopuszcza mnie do nich i oczekuje za to słusznej wdzęczności.

Lizałem jeszcze Jej dupę tej nocy. Skończyło się niestety szybko, gdy chciałem odchylić pośladek ręką, żeby sięgnąć głębiej. Przy każdym przebudzeniu próbowałem nowych pieszczot. Odpuszczałem dopiero, gdy fuknęła lub warknęła na mnie uświadamiając sobie, że to ja pragnę, a Ona jest zaspokojona. Odwracała się do mnie plecami, a ja tuliłem się do Jej pośladków, które ostatnio znów się zmniejszyły – ku mojemu rozczarowaniu schudła wyraźne powracając do figury sprzed kilku miesięcy.

3 komentarze:

  1. "Lizałem jeszcze Jej dupę tej nocy".
    Budrys! nie wypada tak nie elegancko, bardzo nie elegancko pisać o tej wspaniałej części kobiecego ciała. a zwłaszcza w przypadku dominującej kobiety.
    Wstydź się ! i proponuję przeprosić Panią za to co napisałeś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku mojej Żony, ta część ciała rzeczywiście napawa zachwytem i dumą. Nie mam powodów się wstydzić, że Ją lizałem tak głęboko.
      Słowo "dupa" faktycznie brzmi kolokwialnie, ale tak się mówi. Dzięki za radę Żonę przeproszę!

      Usuń
  2. Budrys ! Jeszcze w ramach wyjaśnienia nie jestem zniesmaczony faktem lizania lizania pupci, oczka Pani ale jedynie określeniem "dupa" w przypadku żony a w szczególności żony dominy nie przystoi takie określenie i myślę że Twoja Pani nie była by tym zachwycona.
    Ja osobiście uwielbiam całować oczko swej Pani i nigdy nie nazwał bym taj części ciała dupą z powodu szacunku.
    Pozdrawiam i nie odbieraj tego za wymądrzanie się ;) hej!!

    OdpowiedzUsuń