poniedziałek, 29 lutego 2016

Padnięta bateria

W niedzielny wieczór, tydzień temu, dzieci pozasypiały w naszej sypialni. Cóż było robić? Postanowiliśmy się wykraść do pokoju córki. Żona mnie zaprosiła. Nie dowierzałem. Przecież w sobotę miała taką minetę. Zapytałem, czy rzeczywiście chce, żebyśmy wyszli w wiadomym celu do innego pomieszczenia. Uśmiechnęła się zalotnie potwierdzając. Zapytałem tylko co mam zabrać z erotycznej półki. Zaproponowała tylko gumki. Nie chciałem wierzyć, więc nie wziąłem
nic, tylko udałem się napalony za Żoną. Nie chciałem Jej penetrować. Sam nie wiem dlaczego. Może dlatego, że dzień wcześniej też miałem wytrysk?

W łóżku okazało się, że Żona faktycznie jest napalona. Po chwili całowania i pieszczot była gotowa mnie przyjąć. Ze sterczącym malcem jednak musiałem udać się do szafki. Ale wziąłem nie tylko gumkę. Wziąłem wibrator z nałożoną na niego nasadką i żel nawilżający. Zacząłem znów całować Żonę, ale odwróciła się do mnie plecami. Wsunąłem delikatnie małego między Jej pośladki przytulając się do pleców.
- Tak chcesz? - chciałem się upewnić. Przypomniała mi się nasza pozycja ciążowa od tyłu i na boku.
- Mhm - potwierdziła Żona mruknięciem - Masz tą gumkę? Co tam jeszcze chowasz?
Pokazałem wibrator w nakładce. Żona delikatnie zaprotestowała, ale z Jej reakcji odczytałem raczej ciekawość.

Przyłożyłem wibrator z przodu. Od razu włączyłem. Poczułem stres, czy wszystko będzie dobrze i szczerze mówiąc mały mi nieco oklapł. Z pewnością Żona go jednak czuła. Nie nadawał się po prostu do penetracji. Mimo to wykonywałem ruchy kopulacyjne, a dodatkowo dociskałem wibrator z przodu. Żona odpowiedziała mi również ruchami bioder, jakby się chciała bardziej wypiąć i przyjąć gdzieś mojego małego. Postanowiłem skierować wibrator niżej, z łechtaczki do wejścia do pochwy. Nawet mi się to udało. W tym momencie wibracje ustały. Sądziłem, że wcisnęliśmy coś przy zmianie pozycji, ale po kilkukrotnym sprawdzeniu obu klawiszy okazało się, że padły baterie. Przestraszyłem się:
- Baterie padły...
- To nic... - czyżby Żona wyczuła, że jestem przerażony? Mruknęła jeszcze wypinając i nadziewając się na małego.

Wróciłem do ruchów biodrami. Dociskałem też wyłączony wibrator. Ciało Żony dawało mi znać, że pragnie bardziej intensywnych doznań. Zacząłem przyspieszać i dociskać mocniej.  Nie trwało to już długo. Przyspieszony oddech Żony, a później charakterystyczne westchnięcia oznajmiły mi orgazm. Nieźle. Nie spodziewałem się, że będzie tak szybko i tak łatwo.

Teraz mały urósł mi do maksymalnych rozmiarów. Położyłem się jeszcze na Żonie leżącej na plecach. Docisnąłem małym Jej łechtaczkę i okazało się, że to było potrzebne mojej Pani. A ja byłem z każdą chwilą podniecony coraz bardziej. Ocierałem małym o łechtaczkę. Pomyślałem o niewykorzystanej gumce. Zrobiło mi się żal niewykorzystanego orgazmu. Przecież przed chwilą Żona wyraźnie mnie zapraszała. Spytałem, czy mogę dojść.
- Nie! Oszalałeś? Drugi raz? Codziennie orgazm? Będzie ci za dobrze! - jednocześnie zaczęła mnie spychać z siebie. Nie wiem, czy to Jej aktywny opór, czy to, że tak bardzo liczyłem na ten orgazm, wiedziałem, że już jest za późno. Żona nie wybaczyłaby mi spuszczenia się na Jej krocze. Stres związany z prawdopodobną ciążą bardzo źle wpływa na nasze relacje i pożycie do kolejnej miesiączki.

Opuściłem się na wysokość kolan Żony. Już nie było szans, że zatrzymam spermę. Mogłem jeszcze mieć zmarnowany orgazm, gdyby Żona bardziej się odsunęła i mój mały zawisłby w powietrzu, ale pozwoliła mi na stymulację o wewnętrzną część Jej nóg. Była oburzona. Gdyby nawet uciekła mi z nogami, nie wiem, czy udałoby Jej się zmarnować ten orgazm, bo do prześcieradła miałem też bardzo niedaleko. Oj była zła, że doszedłem bez pozwolenia i że zamoczyłem prześcieradło i Jej nogę. Kazała się powycierać.

Obrzydzenie jakie wywołuje moja sperma jest bardzo przykre, nawet bolesne, ale nie mogę narzekać. Mogłem się przyzwyczaić. Nigdy nie było inaczej. Mam cichą nadzieję, że może to się kiedyś zmieni, ale jeśli tak się nie stanie, to odrzucenie mojej spermy, sprawia mi jakiś dziwny rodzaj rozkoszy. Ten masochistyczny element, gdy jestem nieakceptowany i poniżany, a jednocześnie bardzo tego pragnę i chcę, żeby tak pozostało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz