czwartek, 12 stycznia 2017

Wbrew ustaleniom

Sobotni wieczór był dla mnie bardzo zaskakujący. Właściwie nie mam ochoty o tym pisać. Nie mam ochoty dlatego, że nie jestem w stanie słowami oddać tego co się działo w naszej sypialni. Wiem, że wszelkie opisy nie dorównaja przeżyciom. Co prawda tak jest w większości moich opisów, ale sobotni seks był wyjątkowo niesamowity.


Kładąc się do łóżka zagadałem Żonę, że już nie mogę się doczekać... Ona jednak stwierdziła, że możemy się przytulić, a na nic więcej mam raczej nie liczyć. Ale już po chwili spokojneo leżenia, poprosiła mnie o masaż. Oczywiście chętnie przystąpiłem do tej czynności, mając w pamięci, jak niejednokrotnie kończył się taki masaż pleców udanym seksem.

Tym razem zanim zacząłem masować plecy mojej Pani już zauwayłem wyjątkowo uniesony, wypiety tyłek. A po kilku przesunięciach dłoni na plecach Żony odważyłem się sięgnąc do niego, zsunąc majtki. Nie spotkało sie to ze sprzeciwem ze strony Żony. Zaskakujące było to, e moja Pani jeszce bardziej wypięła tyłek. Czekała, dopominała się mojeo małego. Pozbyłem się szybko swojej bielizny i bardzo łatwo wsunąłem się w pochwę Żony. No i się zaczęło...

Nasz seks był bardzo dłui i bardzo przyjemny, jednak czułem,  że mam nad wszystkim kontrolę. Oczywiście chętnie słuchałem podpowiedzi mojej Pani. I tak było bardzo ostro, i trochę delikatnie. Trochę masowałem plecy Żony, trochę mocno ściskałem Jej pośladki, trochę całowałem po uszach i karku. Całowaliśmy się nawet w usta w taj pozycji.

Najbardziej mi się podobało jak siedziałem odchylony na udach Żony. Posuwałem Ją rytmicznie, a rękami mocno ściskałem Jej plecy. Nyby w ramach masażu, ale czułem jak jest drobna i jak oddała mi kierownictwo podczas tego zbliżenia. Mojej Pani chyba podobało się wszystko, może poa momentem, gdy wbijałem się w Nią szybko, mocno i łęboko. Kaała mi przestać, bo poczuła jakiś ból. Zwloniłem.

Pojawił się też motyw psa. Dokładnie pozycja na pieska. Żona nie wypuszczając mnie z siebie uniosła sie na rękach i na kolanach. Ja w związku z tym, że nogi miałem rozłozone po bokach Żony znalazłem się w dość niewygodnym półprzysiadzie. Kontynuowałem posuwiste ruchy, przytrzymując się ramion Żony. Ona pod wspływam moich pchnieć w krotkim czasie opadła znów. Opadając też mnie nie zgubiła. A leżąc nadal mocno się wypinała.

Mimo deklaracji złożonych na początku, nie wytrzymałem. Miało być bez mojego dochodzenia, bez wytrysku. Ale czując, że podniecenia Pani nie spada, a mimo to nie zbliża się Ona do szczytu, sam podniecałem się tą myślą coraz bardziej. Chciałem zwolnić. Przecekać, ale wtedy Żona nadziewała się na mnie intensywnie. Wypompowałem w Nią zawartość jąder bez zabezpieczenia. Był to bardzo dobry orgazm dla mnie. Pełny i po prostu męski.

Pani zdawała się nie zauważyć mojego wytrysku. Była zajęta nadziewaniem się. A ja poczyłem, że mój mały staje się jeszcze mniejszy w Niej. Złapałem mocno za pośladki, żeby sie nie wysunąc mimo wszystko i cały czas wykonywałem kopulacyjne ruchy. Pojawiła się już myśl o bezsensowności moich starań, ale właśnie wtedy poczyłem, że ciało Żony pode mną napręża się. Zdobyłem się na jeszcze większy wysiłem i rucszałem dalej cienkim już małym w pochwie Żony, mocno ugniatając Jej pośladki.

Ostatecznie przyszedł także orgazm Żony. Początkowo miałem wrażenie, że wymuszony. A jednak był długotrwały i intensywny. Czułem go wyraźnie, a czułbym jeszze mocniej, gdybym wywiązał się z umowy i nie wystrzelił.

Ach, co to był za seks! Następnego dnia Pani odwoływała się do niego. A zdarza się to bardzo rzadko. W dodatku wyrażała się bezpośrednio i w tonie, który uwielbiam twierdząc, że po takim wysiłku, powinna cały dzień odpoczywać, a ja miałbym koło Niej skakać i starać sie nie przeszkadzać. I pewnie by tak było, gdybym sie nie spuścił nielegalnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz